strona autorska
Robert S Węgrzyn
OPOWIADANIA

Mrok wydawał się niemal namacalny. Temperatura ponad trzydzieści stopni dwie godziny po zmroku nie była czymś normalnym. Nieregularna, portowa fala nie ułatwiała Krzyśkowi wyczynów gitarowych. Mimo wszystko prawie cała załoga starała się, z różnym skutkiem, śpiewać wspólnie. Lekko zamglony...

Wielka kamienna forteca przywitała nas na wejściu do Otranto. Nie wiem dlaczego, ale już na główkach miałem jakieś dziwne przeczucie, że znów będzie pod górkę. - Na radiu nikt się nie zgłasza – rzucił Kudłaty spod pokładu.

- Kurna, trzymaj go, bo sam nie dam rady.

Krzyk mewy, wyrwał mnie z błogiego stanu kontemplacji niczym nie zmąconego horyzontu. Ponad dwadzieścia węzłów wiatru popychało naszą Bavarkę w zacnym tempie. Uwielbiam te chwile, gdy nic się nie dzieje. Gdy spokojnie można zachwycić się chwilą nie mając nic więcej do roboty. Jednak błoga...

- Nie dręcz koła – rzuciłem od niechcenia, na widok nierównej walki Dzikiego z kołem sterowym. Zamiast pozwolić sterowi układać się do fali, on z uporem godnym lepszej sprawy, próbował walczyć z każdą zmianą kursu.

- Twarde drewno – pomyślałem – wąskie listwy, sklejone razem. Stuknąłem jeszcze kilka razy "białą damą", jak nazywają swą laskę niewidomi, by lepiej poznać nową drogę na jacht. Poczułem lekkie kołysanie trapu w poziomie. Pojedyncze szarpnięcia przy każdej zmianie kierunku kołysania, świadczyły...

- Tragedia – stwierdził z niesmakiem Janusz, próbując się wcisnąć w koje dziobową Tango 780.

Chrzanić się zaczęło jeszcze na Zatoce. Stary opal przy szóstce kładł się na lewą burtę a nieoznakowana nieszczelność bulaja, beztrosko uzupełniała wodę w zenzie, co przy zepsutej pompie wymuszało ciągłe machanie ręczną wajchą na deku. Choć były też pozytywy. Im więcej wody w zenzie tym...

- A to skur …. – Iza nie skończyła i syknęła do Dzikiego – Patrz! – wskazując górny pokład dużego, motorowego jachtu cumującego nieopodal.

- Najpierw Neptunowi – zaordynował Andrzej skrobiąc się po prawie łysej głowie.

>Girlandy świateł po drugiej stronie rozbłysnęły we wszystkich kolorach tęczy. Na deku motorowego, lśniącego jachtu stały dwie potężne rośliny o dużych, rozłożystych liściach. Chrom barierek rozjarzył się symfonią barw.

- Odwal się – syknął Krachu do próbującego mu coś wytłumaczyć Krępego. Właściwie tak kończyła się każda rozmowa. Krachu był bystry i sprytny a do tego nie cierpiał gdy ktoś mówił mu co ma robić. Niestety był też bezczelny i samolubny. Jego czarna czupryna, śmigała co rusz gdzieś miedzy linami....

- I will come again – krzyknąłem do marinowego widząc, że wiatr zepchnął mnie prawie na muringi. Gdy wybierałem Prvic, miałem nadzieję, że ta resztka bory, która targała nasze szmaty całą drogę, nie będzie miała dostępu do mariny. Zapomniałem tylko o jednym, że tam jest siodło i przy tym...

- Co jest? – Rzucił na powitanie Dziki, pełen wigoru i w dobrym humorze. Choć ledwo się mieścił w zejściówce to tryskał humorem i zawsze miał jakieś ciekawe słowo dla każdego. Taki typ człowieka.

- Grunt to mieć dobry plan – orzekł z wyższością Kędzior podsumowując dyskusję na temat tanich lotów i terminów rejsów.

Lekka zgaga wciąż mu dokuczała. Wątroba też dawała o sobie znać – Trzeba będzie pogadać z lekarzem – pomyślał – bo te zioła zakonne to średnio pomagają.

Powoli, delikatnie zaczęła ledwo muskać mokrym ręcznikiem zaschniętą krew. Bała się, że zacznie boleć jeszcze bardziej, choć od bólu fizycznego dużo bardziej bolała dusza. Gdy koleżanki namawiały ją na ten marsz była podekscytowana perspektywą słusznego protestu. Poczuła moc grupy. Chęć...

Za rufą, powoli ale nieubłaganie znikało Zakyntos. Niemałą pomoc w tym znikaniu miał nadciągający z ze wschodu mrok. Szliśmy na północny-wschód elegancką połówką. Lekkie skrzypienie takielunku w pełni synchronizowało się z każdą nadchodzącą z zachodu falą. Gdy wybierasz się na parogodzinną...

Arek nie był jakoś wyjątkowo przystojny. Nie był też nieprzystojny. Był, jak to nieraz mawiają kobiety, osobnikiem posiadającym coś. Sam Arek twierdził, że to tylko taki eufemizm wyrażający całkowity brak czegokolwiek co pozwalało by na istnienie odróżniającego go czegoś. Czegoś pozwalającego...

Kefalonia została za rufą. Niewielki porcik rybacki po dwóch dniach w morzu, mimo nędznego zaplecza, dał chwilę oddechu. Co prawda woda była dostępna tylko z publicznego kranu na pobliskim placu a prąd z knajpki po dwudziestej drugiej, ale jakoś się udało przeżyć i przynajmniej częściowo...

- No to jak już wjechałeś to ich wysadź – Mirek rzucił do mnie jakby od niechcenia.

- Co, dlaczego? Płyniemy i już …. – wściekłość w głosie Adama mówiła wszystko.

- Coś staruszku nie wyrabiasz – zadrwił Olek zwracając się do ojca.

Spojrzałem na bursztynowy wyświetlacz. W środku bezksiężycowej nocy i gdzieś w połowie drogi pomiędzy Bari a Barem świecił niemiłosiernie jasno. Musiało minąć kilka sekund zanim wzrok przyzwyczaił się na tyle aby dojrzeć czarne cyferki. Wiatr dwadzieścia siedem knotów NW. Przy postawionej tylko...

- Chlapie dzisiaj – Gruby zapatrzył się na zielone kopce wysepek, które otoczone kamiennymi brzegami, wyglądały niczym zielone kapelusze unoszące się nad wodą. Rzeczywiście chlapało. Jak się idzie bajtkiem przy prawie dwudziestu knotach to musi chlapać. Jednak przy temperaturze dochodzącej w...

- Wyglądasz jak z krzyża zdjęty – wymamrotałem nad kubkiem kawy, widząc wychodzącego na pokład Damiana.

- Co się kręcisz jak gówno w przeręblu? Podchodzimy czy nie? – z lekką nutą ironii i zniecierpliwienia w głosie rzucił nasz pokładowy znawca Pajer. Próbował mnie pogonić widząc całe nabrzeże kafejek i barów.

Różnie się plotą ścieżki ludzkie. Te lądowe, splatają się zwykle wolniej. Jakby na lądzie było więcej czasu i miejsca. Możemy poznawać drugie człowieka powoli, etapami. Pozwalać na gmeranie w naszym świecie wiedząc, że w każdej chwili możemy odejść, znaleźć inną ścieżkę, przeczekać burzę gdzieś...

-Ty się, kurna, przestań modlić nad tym piwem i zacznij ogarniać obiad – rzucił Graba, przeciskając się obok stolika na deku.

Grube, piętnastotonowe cielsko naszego pływającego domu, które niektórzy nazywają jachtem, niespiesznie kroiło krystaliczny błękit wody. Nad Etną z wolna zachodziło słońce. Miało się wrażenie, że ta piekielna góra, nie mając dość własnego ognia i żaru, postanowiła pożreć olbrzymią czerwoną...

Otworzyłem oko. Przyjemny zapach przysmażanej cebulki miło drażnił nos. Nasze wiewiórki pelagialne postanowiły zrobić śniadanie i wszystko wskazywała na to, że będzie jajecznica. Co prawda, położyłem się ledwie godzinę wcześniej po nocnej wachcie, ale co tam, pośpię po śniadaniu. Zresztą sam...

Dworce mają w sobie coś z magii. Szczególnie te starsze, lekko zapuszczone, pamietające czasy dyliżansów, biletowych, tragarzy w szarych surdutach zawsze gotowych pomóc za parę brzęczących monet. Dziś to już nie to samo. Nikt nam nie pomoże z bagażem. Pani w kasie biletowej też rzadko się...

Czasem bywają gorsze dni. Choć z natury jestem optymistą, bywa czasem, że dzień rozpoczyna się jakoś smętnie. Wewnętrze ja, zachowuje się jakby ugrzęzło w słoiku z miodem. Choć niby słodko i pozytywnie, ale każdy ruch, każda myśl jest jakaś powolna, niewyraźna, jakby w zwolnionym tempie. Gapię...

- Te, skipper, widział to dziwactwo? Wygląda jak z "Gwiezdnych Wojen". – z wyszczerzonymi zębami, Romek pokazywał dziwnie wyglądającą wieżę wiertniczną na samym środku zatoki.

Tekst oparty na autentycznych wydarzeniach z 1993 roku (RPA) reportera Kevina Cartera.

Niedziela. Day after. Załogi jeszcze śpią, po wczorajszych "wieczorkach zapoznawczych". Soboty już takie są. Wyjazd jednych załóg, przyjazd nowych. Przywożenie, odwożenie, poznawanie, rozdzielanie miejsc i wszystkie te rzeczy, które jak mantra powtarzają się każdej soboty. Do tego pomiędzy...

Leniwy fordziak popychał nas może dwa, trzy knoty. Karmazyn nieba powoli zaczynał ukrywać wszystko pomiędzy prawie czarnymi falkami. Bajka panie -jak powiedziałby mój stary druh Łukasz. Po przejściu Korynckiego, jakoś wszyscy się wyluzowali. Od dobrych kilku godzin pomykaliśmy leniwie pomiędzy...

Zmierzch zakradał się po rozgrzanych kamieniach nabrzeża. Pierwsze koronki świateł pojawiały się pod zadaszeniami knajp, by roztańczyć się w rozbłyskach odbicia falującej wody. Siedzieliśmy wpatrzeni gdzieś w czerwoną przestrzeń zachodu, sącząc zimnego Pan'a. Wieczór jakich wiele, choć już od...

Lepki, zimny wiatr co rusz zakradał się za kołnierz mojego sztormiaka. Ręce grabiałby z minuty na minutę. Niby kwiecień ale nocka na fali gdzieś pomiędzy Sycylią a Włochami bywa przeraźliwie mokra i zimna. Klakier obiecał, że mnie zmieni za godzinę. Od tego czasu minęło już cztery i jakoś nie...

Zibi był dostojnym, starszym panem koło sześćdziesiątki. Jak sam mawiał, jego siwa broda zawsze wyznacza dobry kierunek. Wszystko co robił, najpierw przemyślał i przeanalizował. Dopiero gdy był pewien, że warto, zabierał się za daną rzecz. Czasem to wkurzało, ale zwykle okazywało się, że warto...

Kto lubi z boku? Nikt. Jednak trzeba zaparkować. Zacząłem tłumaczyć załodze co i jak mają zrobić. Ważne aby sprawnie, bo inaczej staniemy bokiem. Daję wsteczny i już wiem, że nawet strumienie nie pomogą, trzeba na dużej prędkości. Prawie się udaje. Na szczęście, na zawietrznej stoi zdezelowany...

Waliło chyba ze trzydzieści. Kilka motorówek próbowało zdobyć puchar za to kto zrobi większą falę w marinie. Nie ma przeproś, trzeba zaparkować. Tylko gdzie? Ciasno jak cholera. Niby gdzieniegdzie widać trochę miejsca, ale jak ma się zadek o szerokości prawie pięciu metrów to trzeba nico więcej...

Dziwne rzeczy zawsze zdarzają się niespodziewanie. Człowiek budzi się z nieodpartym wrażeniem, że znów uda się przepchnąć kolejne, niekończące się obowiązki by wieczorem usiąść z puszką piwa w dłoni, celebrując kolejny dzień smętnej egzystencji gdy zdarza się coś, co wywraca wszystko do góry...

Nie pamiętam kiedy zauważyłem go pierwszy raz. Na początku właściwie jedynym elementem, który przyciągał moją uwagę był nowy przystanek naprzeciwko kuchennego okna. Zwykła, pleksiglasowa wiata, postawiona tymczasowo, na czas remontu ulicy obok. Dopiero po kilku dniach zainteresowałem się...

Jednostajne dudnienie pociągu z jednej strony usypiało, jednak wielka, ohydna gula w gardle nie pozwalała przełknąć śliny. Okrutne wycie duszy było niczym stepowy wiatr. Czasem przycichało, by po chwili uderzyć z jeszcze większym impetem. Za brudnym oknem kolejowego przedziału budził się dzień....

- No patrz. Patrz, jak się pofajdało. – Gula niemal krzyczał, pokazując za brudne okno wychodzące na ulicę. Obraz za szybą niczym nie różnił się od tego wczorajszego i zapewne jutro też będzie podobny. Może jedynie trochę bielszy, bo od dwóch dni zapowiadają opady śniegu. Miejskie ulice już...

Wielkie, automatyczne szklane drzwi. Granica dwóch światów. Od środka, korporacyjny sznyt. Białe kołnierzyki, wielki świat, faksy, zestawienia, raporty itd. Na zewnątrz, opluty, szary chodnik. Ciągła gonitwa. Bezdomny, żebrzący o dwa złocisze na piwo. Niewidzialna granica pomiędzy życiem a...

Niewielkie obłoczki pary, wydobywające się z ust kilkunastu osób, tworzyły małą chmurę nad przystankiem by zaraz zniknąć w mroźnym powietrzu grudnia. Każdy z oczekujących starał się wtulić w niewielką przestrzeń wiaty, uciekając przed podmuchami zimnego wiatru. Gorzki przykląkł, aby poprawić...

Cholera już trzecia – pomyślałem – spoglądając na czarną tarczę wodoszczelnego zegarka z kompasem.

- Książeczka!

Jej oczy były dziwne. Nie żeby zaraz szalone, ale jakieś nieobecne, myślące. Po kościstych policzkach wciąż spływały krople deszczu, niczym łzy smutku a może strachu. Patrzyła obojętnie a jednak wyzywająco.
© ARTBAZAR.PL - 2004:2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie lub inne publikowanie tylko za zgodą autora.