strona autorska
Robert S Węgrzyn

Czy się uda trzecia fala?

#życie #przemyślenia #ludzie #relacje #kraj #władza #protesty #kobiety

Człowiek to złośliwa istota. Nie żeby tak od razu i nachalnie, ale każdy ma granicę, powyżej której kończy się jego tolerancja i dobre wychowanie. Gdyby się tak bliżej temu przyjrzeć, to okazuje się, że wraz z wykształceniem i doświadczenie granica tolerancji przesuwa się nieco wyżej. Bandy socjologów i innej maści naukowców, próbują usilnie wytłumaczyć ten fenomen. Właściwie wszystkie uczone wypociny sprowadzają się do jednego: człowiek prosty ma proste zasady a ten obyty ma wątpliwości, stara się zrozumieć itd. Specjalnie użyłem tu określenia "człowiek prosty" a nie prostak, bo to drugie określenie ma zafarb mocno negatywny. Przez człowieka prostego rozumiem raczej takiego osobnika, który "już wie" i nie dzieli każdego włosa na czworo. Może to wynikać z lenistwa, ograniczonej wiedzy lub z wygody. Nie jest on w niczym gorszym od tego który "nie wie" lub wie więcej i z tego powodu ma wątpliwości, stara się zrozumieć i wyjaśnić. Nie wiem jak tam u Was, ale w moim świecie, opierając się na własnych doświadczeniach, takich co już wiedzą czyli "ludzi prostych" jest stanowczo więcej od tych wątpiących. Gdybym miał ocenić skalę tej proporcji to pewnie byłaby bliska jeden do czterech i stanowczo w tej większej grupie znajdowaliby się ludzie bez refleksji.

Zbierając to wszystko "do kupy", jak mawia się w tych kręgach lub tłumacząc to na język węższej grupy: reasumując, można wyciągnąć wniosek, iż jako społeczeństwo mamy dość niski próg tolerancji a więc i próg gdy nasza złośliwość zaczyna dominować.

Gdy późną wiosną, miłościwie nam panujący głosił wszem i wobec, że nadchodzi armagedon i zamykał lasy, większość społeczeństwa, z lekkim oporem ale zaczęła się bać a co za tym idzie bezrefleksyjnie stosować się do idiotyzmów głoszonych tak z tych świeckich jak i duchowych ambon. Poziom zachorować rósł i nawet pogłoski o trefnych testach czy międzynarodowym spisku nie były w stanie złagodzić tego strachu. Było kilku ludzi, głównie z mniejszości intelektualnej, którzy pytali: dlaczego lasy? Dlaczego nie np. kościoły? Itd. Większość się jednak podporządkowała co w niemałym stopniu zostało osiągnięte poprzez wysokie mandaty i kary administracyjne.

Niewielu zadawało pytania. Antonow pełen śmieci, respiratory widmo nikogo nie dziwiły. Bezrefleksyjne podejście do tematu, większości społeczeństwa utwierdziło władców, że właściwie cokolwiek zrobią to naród zrobi co się mu każe.

Na nieszczęście trzeba było wymienić szefa żyrandola. W interesie rządzących było, aby nic się nie zmieniało. Zaczęli głosić odwrót wirusa. Nagle, złowieszczy i morderczy bakcyl, stał się niegroźny i powoli odchodził w zapomnienie. Bezrefleksyjni uwierzyli a ci co mieli wątpliwości odetchnęli z ulgą. Koniec spektaklu. Jednak zapomnieli, ze dobra sztuka tragiczna składa się z trzech aktów. Po krótkiej, wakacyjnej przerwie dzwonek oznajmił koniec antraktu i zagonił wszystkich na sale by odegrać akt drugi tragedii bez scenariusza.

Nadciągała druga fala wirusa. Znów statystyki zachorowalności skoczyły do góry. Jednak tym razem, naród zaczął mieć wątpliwości czy aktorzy tego teatru to przez przypadek nie jakaś grupa wioskowych pajacy, chcących zarobić na wyjątkowo drogich biletach? Zaczęły się pytania, wątpliwości ale tym co utwierdziło "prostych ludzi" w przekonaniu, że to podróbki były tematy, które aktorzy wciągnęli na pierwszy plan. Najpierw wściekli się rolnicy, górnicy a na dokładkę kobiety, które z wielką pieczołowitością zaczęto poniżać i obrażać.

W tym momencie, pojawił się miłościwie nam panujący i znów stwierdził, że już jest lepiej, nie ma się czego bać bo za chwilę zaczniemy szczepić i będzie po kłopocie. Jednak profesjonalizm z jakim zabrał się ten nasz wódz do tematu szczepień spowodował tylko większe zamieszanie i jeszcze większy brak zaufania.

Dziś włodarze przebąkują o trzeciej fali, wzroście zachorowani, potrzebnych nowych obostrzeniach itd. Jednak tym razem, wątpiąca mniejszość nadal siedzi i się zastanawia czy to prawda czy nie? Całkiem inaczej podchodzi do tego bezrefleksyjna większość. Rośnie w nich poczucie, że strach miał wielkie oczy. Czują intuicyjnie, że już dwa razy dali się zrobić w konia i przez to dziś ich biznesy upadają, nie mogą zabrać dziecka na narty itd. Zaczął się trzeci akt tej sztuki i wygląda na to, że aktorzy tego spektaklu nie mają już poparcia widowni. Widzowie coraz częściej rozglądają się za jakimś jajkiem czy pomidorem, kompletnie nie wierząc w to co widzą na scenie. Kto wie czy za chwilę nie zaczną się domagać zwrotu za bilety.

Jeśli się podobało ... udostępnij

Może Cię zainteresować

Doceniasz? Postaw mi kawę za:

small coffee icon 5 zł medium coffee icon 15 zł large coffee icon 25 zł

© ARTBAZAR.PL - 2004:2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie lub inne publikowanie tylko za zgodą autora.

e-mail