RSS
 

Posty otagowane ‘świt’

Dobry dzień

22 do marca

2008-07-02

Jazgot zbliżających się myśliwców wwiercał się w mój mózg aż po sam hipokamp… Odruchowo padłem na ziemię i w tym momencie zobaczyłem biały sufit i zielone ściany, warkot myśliwców zmienił nieco tonację i właśnie uświadomiłem sobie, że to cholerna kosiarka do trawy za oknem. Z uwagi, że nadal pomieszkuję na parterze, moja sypialnia znajdowała się zaledwie kilka metrów od diabelskiej maszyny żarłocznie pożerającej przyblokową zieleń. Spojrzałem na komórkę … cholera, jaki idiota kosi trawę o 6:30 rano. Takie życie – pomyślałem i ruszyłem w kierunku łazienki.
Jasna cholera – aż syknąłem z bólu – byłem przekonany, że wyjąłem szkło które wczoraj rano wbiłem sobie w nogę. Zgrzytając zębami usiadłem na wannie i rozpocząłem operację. Wredny kawałeczek był wielce mały za to ciął jak turecki pałasz. Z pomocą pincety i dużej ilości samozaparcia wyjąłem świństwo z nogi. Okolice wanny zaczęły przypominać rzeźnię. Uff, już po bólu. Wstałem by odłożyć moje prowizoryczne narzędzia chirurgiczne gdy poczułem utratę kontaktu z podłożem a przed oczami z nagła pojawił się sufit. Leżąc na mokrych kafelkach uświadomiłem sobie, że pośliznąłem się na wodzie i krwi skapujących z moje rannej nogi.
Zakląłem szpetnie i dokończyłem poranne ablucje. Czasem bywają gorsze dni – pomyślałem susząc włosy moją miniaturową suszarką – poprzednia zakończyła żywot po 6 latach ciężkiej służby – gdy nagle poczułem swąd palonego ciała i ogień w wylocie suszarki. Moje wyleniałe pióra o długości nieco większej niże pasowałoby posiadać w moim wieku, wkręciły się w tył suszarki. Z miną spłoszonego łosia, gapiłem się na idiotę spoglądającego z lustra z przyczepioną w dziwny sposób suszarką do głowy. Uważając by nie pozbyć się resztek grzywy, spokojnie i bez nerwów uwolniłem się z elektrycznego włosożercy.
Podążając w kierunku kuchni, mimowolnie spojrzałem na kalendarz. Nie, nie, nie! Krzyknąłem w duchu. Dwunasty, czwartek. Musicie wiedzieć, że nigdy dla mnie nie był pechowy trzynasty, piątek a zawsze dzień wcześniej. Podwoiłem czujność. Z pewną rezerwą wziąłem w dłoń nóż do chleba.
Zakończywszy robienie kanapek oddychnąłem z ulgą – miałem wszystkie palce i żadnego dodatkowego otworu w organizmie. Zabrałem się za robienie jajecznicy. Jak myślicie które jajko było zepsute? Kto powiedział trzecie wygrywa lutownice.
Siedzę teraz nad bułką z serwem, bo jedno jajo zrobiło swoje i jajecznica się nie nadawała do konsumpcji. Przez myśl przeszło mi by nie wychodzić z domu, choć z drugiej strony widziałem w jakiejś reklamie że osiem na dziesięć wypadków zdarza się w domu.
Z pewnym niepokojem popatrzyłem na pękające od 2 lat ściany mojego mieszkania.

 

Jesienny ogień dusz

02 do marca

Dm Am E Am

W jesiennym ogniu, splątani życiem,
Daleko od murów, domów,  bram,
Smakując swe życia na przedświcie,
Wciąż opóźniając przyjście dnia.
Spijamy drżenie naszych  ust,
Budząc akordy zapomniane,
Wspólną modlitwę cichych strun,
Pragnąc tej chwili już nie zmieniać.

G Am

Jeszcze tylko, ten jeden raz,
Jeszcze tylko, te parę chwil,
Jutro pewnie skończy się czas,
Jutro tylko, zostaną sny.

Z krzykiem poranka ruszymy w życie,
Z myśli niepewnych głową pełną,
Niosąc ze sobą małe odkrycie,
I rozgrzeszoną duszę grzeszną.
Może spytamy o dalsza drogę,
Mając nadzieję nie burzyć dni,
Schowamy w sobie ogień słowem,
I wymarzymy kolejne sny.

 

Scenki z Podkarpacia

28 do lutego

Urodziłem się i wychowałem na Podkarpaciu. Te miejsca dalej pachną dla mnie dzieciństwem i beztroską.

 

Świat bez dat

16 do lutego

Gdańsk 30-01-2006

GADG GAD
W hotelowym barze my,
Między nami sny,
Jeszcze nie wie nikt,
Jaki będzie świt.
Jeszcze jeden drink,
Budzi w gardle krzyk,
Jednak ciągle ja i ty,
A może my.

Ref
Em A D D7
Tak bez planów,
Tak bez dat,
Budujemy mały świat,
Świat bez strat,
Świat bez dat,
Który przez ta chwilę trwa.
Tak bez dat,
Tak bez słów,
Taki świat teraz-tu,
Mały świat, bez żadnych dat,
Niechaj trwa.

W hotelowym barze my,
Między nami sny,
Długich rozmów korowody,
Aż po blady świt,
Styczeń mrozem tnie,
Grzeje mnie Twój śmiech,
Jeszcze chyba nie wiem że,
To będzie grzech.

W hotelowym barze świt,
Szarym śniegiem skrzy,
Jutro powiem Ci,
Jakie miałem sny,
Jutro powiesz mi,
Jakie miałaś sny,
Tylko proszę nie mów już,
Że nie dziś …

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

Porankowo

16 do lutego
17-09-2008 Wawa

Człapiąc ze wzrokiem w podłogę wbitym,
Ze zgrozą w oczach szukam namiętnie,
Tej jednej z rannych udręk mych przyczyn,
Bulwersujących mnie niewybrednie,
Choć wiem, że czasem niesie nadzieję,
A kiedy indziej radości garście,
Lecz ja natury swej nie zmienię,
Bo nienawidzę jej uparcie,
I cóż że wieczór bywa słodka,
Szepcząc do ucha czułe wyznania,
Kiedy każdego ranka pobudka,
Czyni mi cała rozdygotana,
Gdy wreszcie trafię i przyduszę,
Milknie i szepce mi do ucha:
„Jak długo do ciebie dzwonić muszę?”
„Trzeci raz kręcę już od rana!”

 
 


System Wymiany Bannerow


WYMIANA BANNERAMI