Może zacznijmy tak …
Gdzieś nad Styksem czy też pod wielką bramą, urzędował gość w naszych czasach często zwany cieciem. Jak zwał tak zwał, do jego obowiązków należało weryfikowanie tych co chcieli na drugą stronę bo na ziemskim padole się im licznik przekręcił. Coś jak przy wejściu do klubu. Mięsisty pan bez karku lustruje cię i decyduje czy jesteś godzien wstąpić w progi przybytku rozrywki i nie daj boże (nomen omen) abyś na nogach miał adidasy. Jednak wróćmy do naszej opowiastki. Dla ułatwienia przyjmijmy wersję europejską.
Przed wielką złota bramą stanął papież. Zeszło się chłopu na ziemskim padole i do bram szefa zastukał. Święty Piotr (chłop musi się przebierać w zależności od tego kto zastuka) z długa siwą brodą, grzmiącym głosem zapytał:
- Ktoś ty synu jest i czego chcesz?
- Jestem papieżem, namiestnikiem Boga na Ziemi.
Święty Piotr poczochrał długą, sztuczną brodę lekko skonsternowany. Nie za bardzo wiedząc co zrobić, kazał poczekać petentowi i udał się do szefa.
- Szefie. Przed bramą stoi jakiś gość i twierdzi, że jest Twoim namiestnikiem na Ziemi. Co ja mam z nim zrobić?
Szef spojrzał na swego odźwiernego i drapiąc się po łysinie rzekł:
- Hmmm, o namiestnikach nic nie wiem ale ja na Ziemi to byłem dawno temu, może Młody coś wie, znaczy się syn. Trzeba go zawołać i spytać.
Po chwili do biura wpadł długowłosy młodzieniec koło trzydziestki.
- Cze, ojciec. Co tam znowu?
- Synu. Przed bramą stoi jakiś gość i twierdzi, że jest moim namiestnikiem na Ziemi. Wiesz coś o tym?
- Powiem szczerze że nie kojarzę ale zaraz sam pójdę i sprawdzę o co chodzi.
Po jakimś czasie wraca syn rechocząc aż łzy do oczu mu napłynęły.
- I co synu? Wiesz już o co chodzi?
- Ojcze poczekaj. – Rzucił Syn ocierając łzy wierzchem dłoni. – Pamiętacie jak dwa tysiące lat temu założyłem pierwsze kółko wędkarskie na Ziemi?
- No dawno było ale coś kojarzę. – Odparł zniecierpliwiony szef.
- Nie uwierzycie – na bezdechu zaczął tłumaczyć syn – oni nadal to ciągną i rozkręcili to na wszystkie kontynenty.
I to by było na tyle jeśli chodzi o opowiastki. Teraz może popatrzmy z tej perspektywy na ekstremistów pod pałacem prezydenckim. Ludzi, którzy tak mocno uwierzyli w ekstrema i odrzucili logiczne myślenie, że dla idei są skłonni nawet stracić życie czy zdrowie. Nawet księża już dla nich nic nie znaczą. Oni wierzą w swoje ekstremalne idee. Nie istnieje już logiczne myślenie, nie istnieje nawet wiara, miłość bliźniego, przebaczenie. Nic nie istnieje dla tych ludzi. Liczy się tylko idea fix, którą podsycają politycy PiS bo jest to woda na ich młyn. Jest mi szkoda tych ludzi pod krzyżem. Dają się wykorzystywać w politycznej rozgrywce partii politycznej jak bezrozumne narzędzie. PiS coraz bardziej zaczyna przypominać LPR i Samoobronę. Populizm i wykorzystywanie każdej okazji aby zaistnieć lub namieszać.

