RSS
 

Posty otagowane ‘oczekiwanie’

Heńkowe bóle

23 do czerwca
Wawa 2010-06-22

Heńkowe bóle

Szarpnęło Heńka gdzieś po bebechach,
Pod ziobrem kujło niemiłosiernie,
Czasem dopadnie choróbsko człeka,
Wtedy w te pędy do ZOZu biegnie.

Z kwitkiem wystanym przy rejestracji,
Przysiadł chłopina pod gabinetem,
A przednim pacjent wszelakiej maści,
Bo trudno nazwać to coś człowiekiem.

Dziecka biegają niczym bombowce,
Rejwach dokoła jak pod remizą,
Obleśna baba w szarej podomce,
O coś się piekli aż płuca gwiżdżą.

Po trzech godzina w tych harmiderze,
Z miną skręconą jak po ogórkach,
Otwiera chłopina chałupy dziwerze,
A w ręku wyrok niczym laurka.

Na barek spojrzał, przysiadł na sofie,
Rozłożył kwity co doktor spisał,
„Na co ci przyszło bidny chłopie”,
Ze smutkiem o swym losie pomyślał.

Zgroza go srodze za gardło dusi,
Życie mu zbrzydło całkiem dogłębnie,
Czytając kartkę aż się zakrztusił:
„Na alkohole ma pan alergię”.

Teraz – pomyślał -To koniec pieśni,
U wikarego kwaterę kupię,
Życie skończone, co się tam pieścić,
A całą resztę to już mam w dupie”.

 

Stare fotografie

25 do maja

Już zapomniałem, że można się śmiać,
Szczerze bez maski przyzwoitości,
Z nadzieją wyglądać każdego dnia,
Niosąc codziennych marzeń radości.

Już zapomniałem, że można się śmiać,
Budzić słowami dotyk nadziei,
Tak po prostu coś życiu dać,
Nie czekać tylko, że coś się zmieni.

Już zapomniałem że można się śmiać,
Że można płakać w szczęściu skąpany,
Na straży nadziei codziennie stać,
Łapać powietrze chwil zapomnianych.

Już zapomniałem, że można się śmiać,
Lecz coś wróciło mi nadzieję,
Nadzieję by dalej mocno trwać,
Nadzieję, że znów się tak zaśmieję.

Jak na tej fotografii …

 

Osobisty prezent

23 do marca

Jak się człowiek zasugeruje … :-)

Cholera już trzecia – pomyślałem – spoglądając na czarna tarczę wodoszczelnego zegarka z kompasem. Znów się zasiedziałem nad projektem a jutro rano musze pędzić na spotkanie. Niewiele się zastanawiając  zamknąłem edytor i odpaliłem program pocztowy. To chyba już choroba, ale sprawdzam pocztę co 2-3 godziny. Tak to jest gdy się pracuje w Internecie.

Jedna wiadomość. Ana666. Nagle sen odszedł w zapomnienie. W głowie zabulgotało i rozpoczął się serial wspomnień. Wspólne popołudnia po pracy, papierosy na balkonie firmowym. Spojrzenia gdy odchodziła długim korytarzem do swojego boksu. Ostatnio udało nam się spotkać przez przypadek na spotkaniu biznesowym u klienta. Po dwóch latach bez jakiegokolwiek kontaktu. Otworzyłem wiadomość. Zaledwie kilka słów – Byłam na Twoje stronie. Pięknie piszesz, ale dlaczego Twoje wiersze są takie smutne? Czy piszesz czasem cos pozytywnego? – Podpisane – Ana.

Długo zwiedzałem zakątki mojego łóżka nim udało mi się zasnąć.

Rano, po spotkani nie wytrzymałem. Odpaliłem komputer i zacząłem pisać. Wbijając sobie do głowy – Ma być pozytywnie. Ma być wesoło. Ma być radośnie. Ma być dla Niej.

Wziąłem do ręki gitarę i zacząłem bezwiednie szukać akordów do słów. Jakoś samo się zaczęło kleić. Słowa powoli zaczęły tworzyć obrazy. Płynąć z muzyką. Jeszcze tylko refren. Coś pozytywnego.

I pójdziemy razem po łąkach,

Poszukamy straconych chwil,

Pozwolimy duszom się błąkać,

Na krawędzi naszych dni,

Uciekniemy na tych chwil parę,

Gdzie wskazówek zegarom brak,

Pozwolimy swym snom zaszaleć,

Ulepimy z nich nowy świat.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

A-mol, D-mol, G-dur, D-dur. Proste, ale nieźle brzmi.  Prześpiewałem kilka razy i uruchomiłem kłębowisko kabli i  elektronicznych kostek obok fotela. Zgranie całości zajęło mi zaledwie pół godziny. O pierwszej po południ miałem gotową mp-trójkę. Pełen nadziei i dumy wysłałem materiał do Any. Dodałem krótkie P.S. – pamiętasz nasze piwka pod PeKiNem ;-)? Niech ten kawałek będzie moim prezentem świątecznym dla Ciebie. Buziaki – zakończyłem z uśmiechem na twarzy.

16:23 – email od Ana666:

„… to z tym PeKiNem, to chyba jakaś pomyłka J, chyba nie ja byłam Twoim natchnieniem? Z tego co wiem to się nie znamy…”

 

Po zmierzchu

16 do lutego

Rzeszów 2004-06-12

Zamknąłem oczy. Właściwie to powieki same opadły niczym zwolnione okienne rolety. Błoga ciemność zaczęła koić szamocący się umysł. Bardzo powoli, ale sukcesywnie, rozszalały mózg wyciszał się jak ulice małego miasta wraz z nadchodzącym zmierzchem.

Mogę zacząć zapominać – pomyślałem i uśmiechnąłem się w myślach. To był cholernie długi dzień, zbyt długi i zbyt męczący by starać się jeszcze coś przetrawić.

Nagle czerwona lampka. Gdzieś w jednym z ostatnich czynnych zakamarków umysłu – przygotować dane dla Kuby, jutro nie zdążę. Fakt, odwlekałem to od tygodnia a jutro ostatni termin. Już się nie wykręcę.

Pomimo olbrzymiej niechęci, powoli zacząłem wracać do rzeczywistości. Laptop jak zwykle, z wielką werwą, zmielił dyskiem. Parę linijek kodu. Obliczenia. Przegranie na CD i gotowe. Znów się okazało, że niechęć można przezwyciężyć. Jednak teraz to już nie to samo. Krótki wysiłek spowodował, że moje myśli znów zaczęły pędzić w trzystu kierunkach jednocześnie.

Hmmm, skoro wstałem i zacząłem coś robić to może jeszcze pchnę jakiś temat do przodu. Ale najpierw kawa. Chyba jej za dużo piję? Zdarzają się dni, gdy dochodzę do piętnastu kubków. Dawniej od zbyt duże ilości dostawałem kwasa w żołądku, ale odkąd zacząłem pić rozpuszczalną z mlekiem wszystko wróciło do normy. Co tam, jeszcze jednak kawa nie zaszkodzi.

Nalewając wody do elektrycznego czajnika rozważałem wszystkie rzeczy, które teoretycznie powinienem ograniczyć: kawa, papierosy – te najlepiej by było rzucić, piwo – po dwa piwa prawie co wieczór to nie jest dobra opcja. No i kontakty z kobietami.

Rozmyślania o własnych nałogach wprawiły mnie w frustracje i dobrze znane poczucie winy. Tym bardziej, że Iwona kiedyś zapytała wprost czy rzuciłbym dla nie fajki. Kto wie może wtedy by wróciła? Myśl o Iwonie, spowodowała eksplozję emocji. Nie cierpię tego uczucia. Kiedy wreszcie zacznę podchodzić do tego bez takich rozjazdów? Coś z tym muszę zrobić, bo to kompletnie mnie rozbija.

Galopadę myśli przerwało stuknięcie termostatu w czajniku.

Dzięki zimnemu mleku, kawę mogłem pić od razu po zrobieniu. Gorący płyn miło łechtał podniebienie i przełyk. Dla tego wrażenia warto pić ten brunatny napój, bo z racji na ilości wypijanej przeze mnie kawy efekt pobudzający właściwie nie występował. No może rano.

Mój wewnętrzny motor potrzebuje do rozruchu pół litra kawy i co najmniej trzech papierosów. Brak choćby jednego czynnika powoduje, że silnik kaszle i się krztusi przez parę godzin. Jednak w środku nocy nie potrzebuję rozruchu a raczej czegoś na wyhamowanie maszynerii, ale mimo wszystko nie miałem ochoty na herbatę. A tak swoją drogą, kiedy ja ostatni raz piłem herbatę? – pomyślałem – i uświadomiłem sobie, że nie pamiętam.

Życie to wielkie puzzle, które układamy z ludźmi napotkanymi na swej drodze. Ich elementy są tak małe, że nigdy nie wiemy czy przez przypadek kawałek z czyjejś paczki nie będzie pasował do naszej układanki. Z biegiem czasu obraz ujawnia kolejne szczegóły jednak tutaj już nie można wyjmować elementów, raz włożony pozostaje do końca. Każdy z nas liczy, że gdy dojdzie do końca będzie miał przed sobą arcydzieło. Nawet wtedy, gdy po trzydziestu paru latach życia nasz obrazek przypomina abstrakcję malowaną rękom nawiedzonego schizofrenika. Coraz częściej łapię się na tym, że moje dzieło, co rusz zmienia styl i kolorystykę. Kakofonia pełną gębą. Fragment z ostatnich kilkunastu lat, w mniemaniu ludzi obserwujących moje życie, powinie bić prostotą i harmonią. Jednak, podobnie jak wcześniej, obrazek kłuje kontrastami i nieoczekiwanymi postaciami oraz przedmiotami, których nie powinno na nim być.

Robert Węgrzyn

 

I pójdziemy razem po łąkach

16 do lutego

Am                                                        Em         G            D
W deszczu kropel parę chwil, Mówiłaś mi, że to nie tak.
Słowa piłem z Twoich ust, gdy byłaś tu, znów ożywał mój świat.
Popołudnia lepki skwar, wciąż w głowie mam, wciąż gra te prę chwil.
Chcę znów tam być, z tobą się śmieć, obudzić szalone sny.

Am                                        Em
I pójdziemy razem po łąkach,
G                                            D
Poszukamy straconych chwil,
Pozwolimy duszom się błąkać,
Na krawędzi naszych dni,
Uciekniemy na tych chwil parę,
Gdzie wskazówek zegarom brak,
Pozwolimy swym snom zaszaleć,
Ulepimy z nich nowy świat.

Nim przyjdzie koniec dnia, powiesz tak, nim zgaśnie żar,
I nigdy już nie będzie nam, brakować naszych ciał,
I nawet jeśli to tylko sen, to niechaj trwa
Nawet gdy, nie będziemy my, a tylko ty i ja.

 
 


System Wymiany Bannerow


WYMIANA BANNERAMI