RSS
 

Archiwum kategorii ‘Relacje z drogi’

Spacerkiem na bielską starówkę

01 do marca

Wolne popołudnie w Bielsku-Białej. Kilka scenek ze spacerku na bielską starówkę. Trochę klimatu miejsc i ludzi.

 

Scenki z Podkarpacia

28 do lutego

Urodziłem się i wychowałem na Podkarpaciu. Te miejsca dalej pachną dla mnie dzieciństwem i beztroską.

 

PGR Karpa – historia najnowsza

26 do lutego

Jadąc do Sztynorktu, skróciłem sobie drogę poprzez mazurskie wsie i miasteczka. Niedaleko Rucianego, mym oczom ukazał się widok jak po wybuchu bomy, powojenny krajobraz po bitwie komuny z dniem dzisiejszym.

 

Chwila w Olsztynie

16 do lutego

Czy zawsze trzeba wszystko planować? Czasem należy korzystać z nadarzającej się chwili. Gdy okazało się, że mam ponad cztery godziny tak zwanego „luzu” a na mej drodze znajduje się miasto, którego nie znam – Olsztyn, nie myślałem długo. Ruszyłem „zwąchać” klimat, poznać ludzi i okolicę.
Jeszcze nim dotarłem do samego Olsztyna, zauroczyły mnie przydrożne krajobrazy. Małe pagórki, kępy drzew, szachownice małych poletek. Wszystko to tworzyło niemal bajkowy krajobraz.
Kiedy wjechałem do miasta, dotarło do mnie, że muszę gdzieś ulokować pojazd na te 4 godziny. Co kraj to obyczaj. Krótki rekonesans i okazało się, że nie ma tu magicznego urządzenia o nazwie parkometr a za szybami, leżą sobie w najlepsze jakieś dziwaczne karteczki. Ja jednak, starą indiańską metodą, rozglądnąłem się za centrum handlowym w okolicach gdzie dostrzegłem dużo starej cegły i charakterystyczne pruskie budownictwo. Okazał się, że był to strzał w dziesiątkę. Kiedy udałem się z parkingu do centrum handlowego wyrosła przede mną kawiarnia z fontanną i rewelacyjną kawą. Znajdowałem się może 300 metrów od ratusza z początku XX wieku. Niesamowitej budowli, która łączy w sobie epoki.
Gdy już pochłonąłem kolejną dawkę kofeiny, ruszyłem w kierunku wzgórza znaczonego cegłą i miedzianymi dachami. Tam musi być Stare Miasto. Pomyślałem. Gdy dotarłem pod mury Starego Miasta, przed moimi oczami wyrósł potężny szesnastowieczny kościół katedralny świętego Jakuba z XV wieku z niesamowitym sklepieniem kryształowym. Mnie jednak o wiele bardzie interesował klimat, zaplecze, życie dziś w murach z wczoraj. Tuż obok dostrzegłem budynek Warmińskiego Księgarni Diecezjalnej. Może trochę obdrapany i zaniedbany jednak nadal dumny i nadal spełniający swą chlubną rolę.

Zauroczony ciszą i spokojem brukowanych uliczek, dałem się wciągnąć w zakamarki „zaplecza” Starego Miasta. Piętrowe kamieniczki z XIX i XX wieku, przeplatane nowymi budynkami doskonale dopasowanymi stylem. Wchodzę w ciche podwórza na tyłach oficjalnych szlaków i pełen zaskoczenia zauważam, iż mimo braku remontów i modernizacji jest czysto i schludnie. Może to mentalność ludzi, którzy potrafią zadbać o to co mają. Kontem oka dostrzegam obrazek, który mimo swej nierealności idealnie pasuje do atmosfery tego miejsca. Okno pełne kwiatów na tle szaroróżowego muru.

Ruszam dalej, w zaułki, po krętych stromych chodnikach. Ku mojemu zaskoczeniu docieram do rzeki, która w ciszy przecina stary park. Nad jej brzegami mnóstwo ławek, restauracje i kawiarnie. Cicho i spokojnie. Nie dociera tu zgiełk miasta. Można w spokoju odpocząć i zapomnieć, że kilkaset metrów stąd tętni życie, ludzie pędzą i walczą z rzeczywistością.

Podążając wzdłuż rzeki docieram do wzgórza z dumną ceglaną budowlą. Okazuje się, iż jest to ozdoba Olsztyna. XIV wieczny zamek kapituły warmińskiej. Lecz ja jak zwykle muszę zaglądnąć na zaplecze. Poczuć atmosferę tego miejsca bez przewodników i hałaśliwych grup zwiedzających. Jak zwykle, fascynują mnie detale, które inni zwykle pomijają i nie zauważają.

Oczywiście kusi mnie aby wejść do środka, jednak zdaje sobie sprawę, że mój czas jest ograniczony i mogę sobie pozwolić tylko na pochłanianie atmosfery i klimatu tych miejsc.

Wychodząc z zamku główną bramą (inaczej chyba nie da rady) mostem podążam wprost na centralny punkt Starego Miasta. Rynek okazuje się być wielce sympatycznym miejscem. W rogu dostrzegam kawiarnię z parasolami na zewnątrz. Kawa, koniecznie kawa. Po ponad trzech godzinach włóczęgi, stanowczo zasłużyłem na filiżankę brunatnego płynu. Z miejsca na tarasie kawiarni mam doskonały widok na rynek. Obserwuje ludzi. Nikt nigdzie nie pędzi, nie goni. Dostrzegam coś czego już dano nie widziałem na polskiej ulicy. Ludzie uśmiechają się do siebie. Mała dziewczynka usiłuje uruchomić studnię. Tuż obok, przy fontannie jakiś sympatyczny gość pogrywa na gitarze. Chłonę atmosferę tego miejsca. Na chwilę odrywam się od codziennych spraw i zanurzam w ciepły klimat starego Olsztyna.
Nie żałuję, że zdecydowałem się na te cztery godziny w Olsztynie. Polecam wszystkim to miasto. Może kiedyś wrócę tu by lepiej poznać zabytki i historię lecz póki co w mojej głowie i duszy pozostanie dużo sympatii dla tego miasta i ludzi.

Robert Węgrzyn

Czy zawsze trzeba wszystko planować? Czasem należy korzystać z nadarzającej się chwili. Gdy okazało się, że mam ponad cztery godziny tak zwanego „luzu” a na mej drodze znajduje się miasto, którego nie znam – Olsztyn, nie myślałem długo. Ruszyłem „zwąchać” klimatoznać ludzi i okolicę.
Jeszcze nim dotarłem do samego Olsztyna, zauroczyły mnie przydrożne krajobrazy. Małe pagórki, kępy drzew, szachownice małych poletek. Wszystko to tworzyło niemal bajkowy krajobraz.
Kiedy wjechałem do miasta, dotarło do mnie, że musze gdzieś ulokować pojazd na te 4 godziny. Co kraj to obyczaj. Krótki rekonesans i okazało się, że nie ma tu magicznego urządzenia o nazwie parkometr a za szybami, leżą sobie w najlepsze jakieś dziwaczne karteczki. Ja jednak, starą indiańską metodą, rozglądnąłem się za centrum handlowym w okolicach gdzie dostrzegłem dużo starej cegły i charakterystyczne pruskie budownictwo. Okazał się, że był to strzał w dziesiątkę. Kiedy udałem się z parkingu do centrum handlowego wyrosła przede mną kawiarnia z fontanną i rewelacyjną kawą. Znajdowałem się może 300 metrów od ratusza z początku XX wieku. Niesamowitej budowli, która łączy w sobie epoki.
Gdy już pochłonąłem kolejną dawkę kofeiny, ruszyłem w kierunku wzgórza znaczonego cegłą i miedzianymi dachami. Tam musi być Stare Miasto. Pomyślałem. Gdy dotarłem pod mury Starego Miasta, przed moimi oczami wyrósł potężny szesnastowieczny kościół katedralny świętego Jakuba z XV wieku z niesamowitym sklepieniem kryształowym. Mnie jednak o wiele bardzie interesował klimat, zaplecze, życie dziś w murach z wczoraj. Tuż obok dostrzegłem budynek Warmińskiego Księgarni Diecezjalnej. Może trochę obdrapany i zaniedbany jednak nadal dumny i nadal spełniający swą chlubną rolę.
Zauroczony ciszą i spokojem brukowanych uliczek, dałem się wciągnąć w zakamarki „zaplecza” Starego Miasta. Piętrowe kamieniczki z XIX i XX wieku, przeplatane nowymi budynkami doskonale dopasowanymi stylem. Wchodzę w ciche podwórza na tyłach oficjalnych szlaków i pełen zaskoczenia zauważam, iż mimo braku remontów i modernizacji jest czysto i schludnie. Może to mentalność ludzi, którzy potrafią zadbać o to co mają. Kontem oka dostrzegam obrazek, który mimo swej nierealności idealnie pasuje do atmosfery tego miejsca. Okno pełne kwiatów na tle szaroróżowego muru.
Ruszam dalej, w zaułki, po krętych stromych chodnikach. Ku mojemu zaskoczeniu docieram do rzeki, która w ciszy przecina stary park. Nad jej brzegami mnóstwo ławek, restauracje i kawiarnie. Cicho i spokojnie. Nie dociera tu zgiełk miasta. Można w spokoju odpocząć i zapomnieć, że kilkaset metrów stąd tętni życie, ludzie pędzą i walczą z rzeczywistością.

Podążając wzdłuż rzeki docieram do wzgórza z dumną ceglaną budowlą. Okazuje się, iż jest to ozdoba Olsztyna. XIV wieczny zamek kapituły warmińskiej. Lecz ja jak zwykle musze zaglądnąć na zaplecze. Poczuć atmosferę tego miejsca bez przewodników i hałaśliwych grup zwiedzających. Jak zwykle, fascynują mnie detale, które inni zwykle pomijają i nie zauważają.

Oczywiście kusi mnie aby wejść do środka, jednak zdaje sobie sprawę, że mój czas jest ograniczony i mogę sobie pozwolić tylko na pochłanianie atmosfery i klimatu tych miejsc.

Wychodząc z zamku główną bramą (inaczej chyba nie da rady) mostem podążam wprost na centralny punkt Starego Miasta. Rynek okazuje się być wielce sympatycznym miejscem. W rogu dostrzegam kawiarnię z parasolami na zewnątrz. Kawa, koniecznie kawa. Po ponad trzech godzinach włóczęgi, stanowczo zasłużyłem na filiżankę brunatnego płynu. Z miejsca na tarasie kawiarni mam doskonały widok na rynek. Obserwuje ludzi. Nikt nigdzie nie pędzi, nie goni. Dostrzegam coś czego już dano nie widziałem na polskiej ulicy. Ludzie uśmiechają się do siebie. Mała dziewczynka usiłuje uruchomić studnię. Tuż obok, przy fontannie jakiś sympatyczny gość pogrywa na gitarze. Chłonę atmosferę tego miejsca. Na chwilę odrywam się od codziennych spraw i zanurzam w ciepły klimat starego Olsztyna.

Nie żałuję, że zdecydowałem się na te cztery godziny w Olsztynie. Polecam wszystkim to miasto. Może kiedyś wrócę tu by lepiej poznać zabytki i historię lecz póki co w mojej głowie i duszy pozostanie dużo sympatii dla tego miasta i ludzi.
Robert Węgrzyn
 
 


System Wymiany Bannerow


WYMIANA BANNERAMI