Zawsze istniały granice. Granice państw, województw, obszarów wpływów. Powstało nawet pojęcie “ziemia niczyja”, które chyba najlepiej oddaje to czym dla włodarzy są tereny pogranicza ich “włości”. Doskonale pamiętam widok, którego nie potrafiłem zrozumieć jako młody człowiek. Na granicy województw istniała droga która pozwalała skrócić drogę pomiędzy dwoma miejscowościami o jakieś 15 km. Jakaż radość była wśród mieszkańców gdy zaczęto kłaść nowy asfalt na wiekową, dziurawą nawierzchnię. Jednak okazała się szybko, że owszem asfalt jest ale tylko do połowy drogi, bo druga połowa leży w innym województwie. Zabrakło 1,5 kilometra. Mimo próśb i apelacji mieszkańców odpowiedź włodarzy była nieugięta. Nikt nie wpadł na pomysł aby dogadać się z “sąsiednią” gminą aby ukończyć drogę. Mimo tego, że od tego czasu upłynęło prawie 20 lat, półtora kilometra drogi nadal przypomina o absurdach władzy.
Pal diabli jeśli problem dotyczy drogi. Gdy rozglądniemy się wokół okaże się, że dotyczy wszystkiego. Każdej możliwej inwestycji. Nadal tak trudno współpracować, kooperować, myśleć szerzej niż granice własnego podwórka.
Gdy spojrzałem wczoraj na mapy województw i obszary gdzie wały nie wytrzymały, uderzyło mnie to, że wszystkie obszary leżą dokładnie na granicy województw. Może to przypadek ale jakoś skojarzyło mi się to z opisaną wcześniej drogą. Czyżby znów “ziemia niczyja” okazała się ziemią tragiczną?
Prachatka – granica województw mazowieckiego i lubelskiego.
Okolice Sandomierza i Tarnobrzega – granica województw podkarpackiego i świętokrzyskiego
Świniary – granica województwa mazowieckiego i łódzkiego
Oczywiście, każdy może powiedzieć, że rzeki to często granice województw. Jest to fakt niezaprzeczalny jednak może warto zwrócić uwagę na fakt, że zwykle te tereny są zaniedbane i “ostatnie w kolejce” do inwestycji.
Lepiej można to zobaczyć nakładając punkty, w których wystąpiły problemy z wałami na mapę województw. Czerwone punkty to te miejsca gdzie wystąpił problem. Wnioski nasuwają się same.
Jeśli nałoży się na to fakt zaniedbania tzw. Polski “B” i ogólne zaniedbania w infrastrukturze to chyba najwyższy czas się zastanowić czy nie lepiej przeprowadzić się bliżej “koryta” tyle, że nie rzeki.
