RSS
 

Archiwum kategorii ‘Artykuły’

Jak żyć z ubezpieczeń w zgodzie z prawem?

09 do września

Zalanie, zniszczenie, dewastacja i tak by można ciągnąć w nieskończoność. Jak to mówią: o nieszczęście nietrudno. W tym celu, już dość dawno wymyślono ubezpieczenia. Mechanizm jest prosty: płaci wiele osób a szkoda przytrafia się jednemu czy dwóm. Do niedawna byłem głęboko przekonany, że każdemu towarzystwu ubezpieczeniowemu zależy na solidnym zlikwidowaniu szkody, tak, aby więcej szkoda nie wystąpiła. Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że zdrowy rozsądek nie ma nic wspólnego z biznesem ubezpieczeniowym. Jednak może od początku.
Pewnego dnia, ponad rok temu, okazało się, że moja przemiła sąsiadka obok, zalewa moją ścianę sypialni. Sprawdziłem, polisa jest. Zadzwoniłem, aby zgłosić szkodę. Po jakimś czasie pojawił się człowiek oceniający rozmiar zalania. Coś tam naszkicował, coś napisał, kazał podpisać i zniknął. Po około trzech tygodniach na moim koncie pojawiła się  „bezsporna”. To, że nikt ze mną jej nie konsultował to oddzielna bajka. Chcąc być dobrym sąsiadem, zapukałem do sąsiadki, przynosząc „dobrą” nowinę, iż pod jej wanną coś cieknie. Sąsiadka zastosowała tę samą procedurę i także otrzymała kwotę „bezsporną”. Obie kwoty były na tyle niskie, że wystarczyły jedynie na pomalowanie ściany po jednej i drugiej stronie.
Jak można się było domyślać, po niespełna pół roku, na mej ścianie znów pojawiły się zacieki. Ponownie wziąłem telefon do ręki i zgłosiłem szkodę, jednak tym razem poinformowałem panią, że znam przyczynę tej szkody i dobrze by było ją zlikwidować, bo inaczej towarzystwo ubezpieczeniowe będzie regularnie płacić za malowanie ściany. W tym miejscu uprzejma pani powiedział coś takiego: „Pan ma szkodę, my płacimy i niech pana głowa nie boli o resztę”. Pomyślałem, ok. Tym razem może zajmą się pękniętą rurą. Po otrzymaniu kwoty „bezspornej” pomalowałem ścianę po raz drugi.
Trzy tygodnie temu okazało się, że mam coś jakby „dzień świstaka”. Na ścianie znów pojawiły się zacieki. Mimo moich usilnych tłumaczeń, że mam dość malowania tej ściany, znów usłyszałem, że owszem oni zapłacą a tym, co dzieje się po drugiej stronie ściany nie powinienem się interesować.
Wniosek, nasunął się sam. Jeśli pomaluję raz na rok, a nie za każdym razem, to jedna kwota „bezsporna” zostaje w kieszeni. Jednym słowem towarzystwo ubezpieczeniowe woli płacić mi „rentę”, niż raz porządnie zlikwidować szkodę. Mój dziadek lubił mawiać: „Co konia obchodzi, że się wóz przewrócił”. Teraz jakoś się nie dziwię, że rosną ceny składek ubezpieczeniowych.

 

Krzyżacy na usługach PiS

04 do sierpnia

Może zacznijmy tak …

Gdzieś nad Styksem czy też pod wielką bramą, urzędował gość w naszych czasach często zwany cieciem. Jak zwał tak zwał, do jego obowiązków należało weryfikowanie tych co chcieli na drugą stronę bo na ziemskim padole się im licznik przekręcił. Coś jak przy wejściu do klubu. Mięsisty pan bez karku lustruje cię i decyduje czy jesteś godzien wstąpić w progi przybytku rozrywki i nie daj boże (nomen omen) abyś na nogach miał adidasy. Jednak wróćmy do naszej opowiastki. Dla ułatwienia przyjmijmy wersję europejską.

Przed wielką złota bramą stanął papież. Zeszło się chłopu na ziemskim padole i do bram szefa zastukał. Święty Piotr (chłop musi się przebierać w zależności od tego kto zastuka) z długa siwą brodą, grzmiącym głosem zapytał:

- Ktoś ty synu jest i czego chcesz?

- Jestem papieżem, namiestnikiem Boga na Ziemi.

Święty Piotr poczochrał długą, sztuczną brodę lekko skonsternowany. Nie za bardzo wiedząc co zrobić, kazał poczekać petentowi i udał się do szefa.

- Szefie. Przed bramą stoi jakiś gość i twierdzi, że jest Twoim namiestnikiem na Ziemi. Co ja mam z nim zrobić?

Szef spojrzał na swego odźwiernego i drapiąc się po łysinie rzekł:

- Hmmm, o namiestnikach nic nie wiem ale ja na Ziemi to byłem dawno temu, może Młody coś wie, znaczy się syn. Trzeba go zawołać i spytać.

Po chwili do biura wpadł długowłosy młodzieniec koło trzydziestki.

- Cze, ojciec. Co tam znowu?

- Synu. Przed bramą stoi jakiś gość i twierdzi, że jest moim namiestnikiem na Ziemi. Wiesz coś o tym?

- Powiem szczerze że nie kojarzę ale zaraz sam pójdę i sprawdzę o co chodzi.

Po jakimś czasie wraca syn rechocząc aż łzy do oczu mu napłynęły.

- I co synu? Wiesz już o co chodzi?

- Ojcze poczekaj. – Rzucił Syn ocierając łzy wierzchem dłoni. – Pamiętacie jak dwa tysiące lat temu założyłem pierwsze kółko wędkarskie na Ziemi?

- No dawno było ale coś kojarzę. – Odparł zniecierpliwiony szef.

- Nie uwierzycie – na bezdechu zaczął tłumaczyć syn – oni nadal to ciągną i rozkręcili to na wszystkie kontynenty.

I to by było na tyle jeśli chodzi o opowiastki. Teraz może popatrzmy z tej perspektywy na ekstremistów pod pałacem prezydenckim. Ludzi, którzy tak mocno uwierzyli w ekstrema i odrzucili logiczne myślenie, że dla idei są skłonni nawet stracić życie czy zdrowie. Nawet księża już dla nich nic nie znaczą. Oni wierzą w swoje ekstremalne idee. Nie istnieje już logiczne myślenie, nie istnieje nawet wiara, miłość bliźniego, przebaczenie. Nic nie istnieje dla tych ludzi. Liczy się tylko idea fix, którą podsycają politycy PiS bo jest to woda na ich młyn. Jest mi szkoda tych ludzi pod krzyżem. Dają się wykorzystywać w politycznej rozgrywce partii politycznej jak bezrozumne narzędzie. PiS coraz bardziej zaczyna przypominać LPR i Samoobronę. Populizm i wykorzystywanie każdej okazji aby zaistnieć lub namieszać.

 

Eko-protest czyli jak sobie narobić w buty

29 do lipca

Jakiś czas temu moją skrzynkę mailową zalała fala wezbraniowa, spowodowana głupotą i nieodpowiedzialnością firmy BP. Moi bliżsi i dalsi znajomi namawiali do bojkoty stacji benzynowych rzeczonej firmy. Tak się złożyło, że często korzystam z tych stacji bo paliwo mają całkiem dobre. Coś mnie jednak tknęło. Bo jeśli logicznie pomyśleć to ile takich platform wiertniczych różnych firm jest na świecie? W samej zatoce meksykańskiej jest ich ponad tysiąc to wszystkich musi być setki tysięcy jak nie miliony. Niech nikt nie myśli, że zamierzam bronić firmy BP bo jest mi ona tak samo bliska jak Statoil, Orlen czy inny naftowy wynalazek. Wracając jednak do moich przemyśleń. Najbardziej zaawansowane urządzenia stworzone przez człowieka i wykorzystywane na szeroka skalę to zapewne są samoloty. Lata tego tałatajstwa bez liku i mimo setek kontroli, przeglądów itp. czasem któryś spadnie. Każde urządzenie sterowane przez człowieka a nawet te nie sterowane a jedynie przez niego zrobione, czasem się psują. Coś, ktoś przeoczy, coś pęknie, ktoś się pomyli itd. Podobnie zapewne jest z platformami wiertniczymi. Ty razem padło na BP więc sprytny ludek ekologów … huzia na BP. Jakoś przez lata nie zauważali, że taki niebezpieczeństwo istnieje.  Znam wielu ekologów i wiem, że są wśród nich ludzie, którzy myślą ekologicznie, widzą problemy i starają się je rozwiązać. Niestety ta grupa to jakiś promil całej reszty cwaniaków mieniących się ekologami. Właściwie ich strategia sprowadza się do jednego. Trzeba znaleźć coś co ruszy ludzi, im większy temat tym lepszy, im bardziej zawiły czy egzotyczny tym lepiej. Elektrownia atomowa, połowy wielorybów, obwodnica Augustowa to są tematy w które warto wchodzić. Dalszy ciąg też jest niezmienny od lat. Gdy się znajdzie temat, trzeba go oprotestować, znaleźć frajerów co się do drzewa przywiążą w imię wyniosłych idei. Potem tylko wystarczy ponegocjować i za odpowiednią gotówkę podpisać się pod opinią środowiskową. Nie pisałbym o tym gdybym nie widział tego kilkakrotnie na własne oczy. Przykładowo przy lokalnych inwestycjach organizacje ekologiczne inkasują kilkadziesiąt tysięcy w formie audytów, opinii itp. Dla takich ekologów jest nieistotne czy inwestycja jest dobra dla środowiska i ludzi czy też nie. W imię ochrony ziemi ludzie zrobią wszystko bo to się sprzedaje, to jest na fali.
Nikt do tej pory nie jest w stanie powiedzieć czy klimat się ociepla czy tez nie. Nawet sami ekolodzy przyznali się że popełnili błąd. Co w niczym nie przeszkadzało by wydawać miliardy dolarów na tzw. ochronę klimatu. Ilu ludzi miało by za to co jeść i w co się ubrać. Niech najlepszym przykładem rzeczywistych skutków  oddziaływania człowieka na środowisko będzie wybuch wulkanu na Islandii. Ten naturalny komin wrzucił z siebie więcej dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych niż wszystkie samochody świata od chwili powstania rynku motoryzacyjnego.
Kiedyś jeden z ekologów powiedział mi, że dla niego najważniejsze jest niszczenie najbliższego środowiska w którym żyje człowiek bo miejsca na ziemi jest skończona ilość. Więc może zamiast słuchać oszołomów mieniących się ekologami lepiej rozglądnąć się wokół siebie i zacząć choćby od tego aby podnieść papierek z chodnika, nie wylewać zużytego oleju do kanalizacji itd. I pogonić frajerów co próbują na naszych emocjach zrobić interes. BP wydaje olbrzymie pieniądze na usunięcie skutków katastrofy i wydawać będzie jeszcze długo a to będzie najlepszy sposób aby poprawili bezpieczeństwo swoich inwestycji. Krzyki i utyskiwania nawet największych autorytetów kompletnie dla takich korporacji jak BP są nieistotne. Każda firma będzie ekologiczna jeśli będzie się to jej opłacać. Ropa jest krwią gospodarki świata i do czasu aż to się nie zmieni zdarzać się będą takie katastrofy jak ta ostatnia. A ci co chcą bojkotować BP proponuję aby przerzucili się na rower lub coś podobnego. Jak wszyscy tak zrobimy a potem wyłączymy światło, telewizję, przestaniemy używać plastikowych rzeczy, skończymy z lekarstwami, zrezygnujemy z ubrań i obuwia to okaże się, że ropa jest niepotrzebna i padną wszystkie rafinerie. Bo kto powiedział, że jutro nie walnie coś na Morzu Północnym w innej korporacji międzynarodowej. Tylko dajcie mi znać jak zaczniecie tak robić to zaopatrzę się w świeczki, papier listowy i gęsie pióra.

 

PiS Flower Power

28 do czerwca

A blond girl and a man playing guitar for her

Siedzę sobie przed TV-pudłem. Patrzę i oczom swym własnym, pięknym nie wierzę. Poncyliusz z Migalskim Power Flower odstawiają. Łachy szara-barowe poubierali i gibają się do jakiś dziwnych rytmów na Woronicza. No kurde, zbladłem. Jakoś tak nagle przeróżne obrazy przez łeb przeleciały co humor mi poprawiły na czas jakiś. Już sobie wyobraziłem Jarka K. w  kwiecistej szacie po kostki jak gibie się w rytmie Boba Dylana czy też innego Roling-Stones’a, po kostki w błocie ja jakimś festiwalu na Wygwizodwie i krzyczy „Make PiS, not war”. Niewiele brakło i bym się ubabrał browarem co go w ręku dzierżyłem a tu już następny obrazek wyobraźnia produkuje. Jarek w swej szacie kwiecistej pędzi z gitarą i blond panienką po zielonej łące w kierunku słońca. Normalnie już Mie skręciło i dobry humor dopisywał mi do samego wieczora.

Czasem zanim się zrobi krok, warto przez chwilę się zastanowić i spojrzeć pod nogi, czy przez przypadek nie będzie to krok w gówno. Mimo przesądów, sprawdziłem na sobie, wejście w łajno nie zapewnia że się zostanie sołtysem.

Czasem nieprzemyślane kroki, robią więcej złego nic dobrego. Zresztą z drugiej strony barykady, też nie brakuje takich potknięć. Głównie w wykonaniu osławionego Palikota. I mimo, że chłopa lubię to czasem powinien wyluzować. Jednak wizje z Jarkiem i tak przebiły wszystko. Dzięki PiSowcy za zapewnienie mi znów dobrego Humoru. Tak chłopaki trzymajcie a z wielkich planów zostanie wam kabaret i to z jakiejś podmiejskiej remizy.

 

Pogranicza absurdu – pogranicza tragedii – powodzie 2010

09 do czerwca

Zawsze istniały granice. Granice państw, województw,  obszarów wpływów. Powstało nawet pojęcie “ziemia niczyja”, które chyba najlepiej oddaje to czym dla włodarzy są tereny pogranicza ich “włości”. Doskonale pamiętam widok, którego nie potrafiłem zrozumieć jako młody człowiek. Na granicy województw istniała droga która pozwalała skrócić drogę pomiędzy dwoma miejscowościami o jakieś 15 km. Jakaż radość była wśród mieszkańców gdy zaczęto kłaść nowy asfalt na wiekową, dziurawą nawierzchnię. Jednak okazała się szybko, że owszem asfalt jest ale tylko do połowy drogi, bo druga połowa leży w innym województwie. Zabrakło 1,5 kilometra. Mimo próśb i apelacji mieszkańców odpowiedź włodarzy była nieugięta. Nikt nie wpadł na pomysł aby dogadać się z “sąsiednią” gminą aby ukończyć drogę. Mimo tego, że od tego czasu upłynęło prawie 20 lat, półtora kilometra drogi nadal przypomina o absurdach władzy.

Pal diabli jeśli problem dotyczy drogi. Gdy rozglądniemy się wokół okaże się, że dotyczy wszystkiego. Każdej możliwej inwestycji. Nadal tak trudno współpracować, kooperować, myśleć szerzej niż granice własnego podwórka.

Gdy spojrzałem wczoraj na mapy województw i obszary gdzie wały nie wytrzymały, uderzyło mnie to, że wszystkie obszary leżą dokładnie na granicy województw. Może to przypadek ale jakoś skojarzyło mi się to z opisaną wcześniej drogą. Czyżby znów “ziemia niczyja” okazała się ziemią tragiczną?

Prachatka – granica województw mazowieckiego i lubelskiego.
Okolice Sandomierza i Tarnobrzega – granica województw podkarpackiego i świętokrzyskiego
Świniary – granica województwa mazowieckiego i łódzkiego

Map powered by MapPress

Oczywiście, każdy może powiedzieć, że rzeki to często granice województw. Jest to fakt niezaprzeczalny jednak może warto zwrócić uwagę na fakt, że zwykle te tereny są zaniedbane i “ostatnie w kolejce” do inwestycji.

Lepiej można to zobaczyć nakładając punkty, w których wystąpiły problemy z wałami na mapę województw. Czerwone punkty to te miejsca gdzie wystąpił problem. Wnioski nasuwają się same.

Jeśli nałoży się na to fakt zaniedbania tzw. Polski “B” i ogólne zaniedbania w infrastrukturze to chyba najwyższy czas się zastanowić czy nie lepiej przeprowadzić się bliżej “koryta” tyle, że nie rzeki.

 
 


System Wymiany Bannerow


WYMIANA BANNERAMI