Zalanie, zniszczenie, dewastacja i tak by można ciągnąć w nieskończoność. Jak to mówią: o nieszczęście nietrudno. W tym celu, już dość dawno wymyślono ubezpieczenia. Mechanizm jest prosty: płaci wiele osób a szkoda przytrafia się jednemu czy dwóm. Do niedawna byłem głęboko przekonany, że każdemu towarzystwu ubezpieczeniowemu zależy na solidnym zlikwidowaniu szkody, tak, aby więcej szkoda nie wystąpiła. Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że zdrowy rozsądek nie ma nic wspólnego z biznesem ubezpieczeniowym. Jednak może od początku.
Pewnego dnia, ponad rok temu, okazało się, że moja przemiła sąsiadka obok, zalewa moją ścianę sypialni. Sprawdziłem, polisa jest. Zadzwoniłem, aby zgłosić szkodę. Po jakimś czasie pojawił się człowiek oceniający rozmiar zalania. Coś tam naszkicował, coś napisał, kazał podpisać i zniknął. Po około trzech tygodniach na moim koncie pojawiła się „bezsporna”. To, że nikt ze mną jej nie konsultował to oddzielna bajka. Chcąc być dobrym sąsiadem, zapukałem do sąsiadki, przynosząc „dobrą” nowinę, iż pod jej wanną coś cieknie. Sąsiadka zastosowała tę samą procedurę i także otrzymała kwotę „bezsporną”. Obie kwoty były na tyle niskie, że wystarczyły jedynie na pomalowanie ściany po jednej i drugiej stronie.
Jak można się było domyślać, po niespełna pół roku, na mej ścianie znów pojawiły się zacieki. Ponownie wziąłem telefon do ręki i zgłosiłem szkodę, jednak tym razem poinformowałem panią, że znam przyczynę tej szkody i dobrze by było ją zlikwidować, bo inaczej towarzystwo ubezpieczeniowe będzie regularnie płacić za malowanie ściany. W tym miejscu uprzejma pani powiedział coś takiego: „Pan ma szkodę, my płacimy i niech pana głowa nie boli o resztę”. Pomyślałem, ok. Tym razem może zajmą się pękniętą rurą. Po otrzymaniu kwoty „bezspornej” pomalowałem ścianę po raz drugi.
Trzy tygodnie temu okazało się, że mam coś jakby „dzień świstaka”. Na ścianie znów pojawiły się zacieki. Mimo moich usilnych tłumaczeń, że mam dość malowania tej ściany, znów usłyszałem, że owszem oni zapłacą a tym, co dzieje się po drugiej stronie ściany nie powinienem się interesować.
Wniosek, nasunął się sam. Jeśli pomaluję raz na rok, a nie za każdym razem, to jedna kwota „bezsporna” zostaje w kieszeni. Jednym słowem towarzystwo ubezpieczeniowe woli płacić mi „rentę”, niż raz porządnie zlikwidować szkodę. Mój dziadek lubił mawiać: „Co konia obchodzi, że się wóz przewrócił”. Teraz jakoś się nie dziwię, że rosną ceny składek ubezpieczeniowych.
Archiwum kategorii ‘Twórczość’
Jak żyć z ubezpieczeń w zgodzie z prawem?
Jezioro w fotkach
Kilka fotek z nad jeziora
GRAND Flash Album Gallery
Skins for GRAND FlAGallery, Photo Galleries, Video Galleries
developed by CodEasily.com - WordPress Flash Templates, WordPress Themes and WordPress plugins
The Flash Player and a browser with Javascript support are needed.Heniek wojownik i jego dzida

Wawa 2010-08-05
Heniek wojownik z plemienia Homo,
Począł mieć problem z dzidą bojową,
Kiedyś wspaniała, twarda, sprężysta,
Dzisiaj się stała nieco … obwisła.
Prze lata całe służyła wiernie,
Kiedy polował Heniek w lucernie.
Zawsze prężyła się jego lanca,
Kiedy na łowy ruszał przy tańcach.
Zwierza, ta dzida zawsze umiała,
Wprowadzić w drżenie całego ciała.
Lecz teraz nijak się prezentuje,
Pomyślał Heniek: „Dzida choruje”.
W te pędy ruszył w progi szamana,
Co by pomogła wiedza prastara.
Dzida rzecz ważna dla wojownika,
Trzeba poprosić o pomoc magika.
Prastary szaman Zusem nazwany,
Zajmował w wiosce cztery wigwamy,
Heniek w kolejce miejsce swe zajął,
A przed nim luda stało niemało.
Odczekał swoje miesięcy parę,
Niejedną musiał złożyć ofiarę,
Wreszcie się dopchał w ręce znachora,
Ze szczęścia zawył dziękczynny chorał.
„O wielki Zusie” – tłumaczył z bidą,
„Coś jest nie dobrze z tą moją dzidą”.
Czarownik odparł, głosem przepitym,
„Mamy skończone na dzidy limity”.
„Przyjdziesz na wiosnę to może da się,
Poprawić dzidy twardość i zasięg”.
Na to Zus skończył Heńka występy,
Krzyknął przez ramię: „Wejdzie następny!”.
Chodzi po wiosce Heniek jak struty,
Zdzierał by pewnie, gdyby miał, buty,
Co wart teraz bez dzidy bojowej,
A nie dostanie biedak już nowej.
Wtem się nadzieja w nim obudziła,
Kiedy posłuchał słów kilku stryja,
Jak to kondycję dzidy poprawić,
By móc na dzidę cokolwiek nabić.
Zakupił paczkę proszku na boku,
I zaczął swą lancę leczyć po trochu,
Niebawem ruszył znowu na łowy,
Zusem już więcej nie trując głowy.
Heniek uwierzył w siebie i lancę,
I nie wytykał go nit już palcem.
Jak to niewiele trzeba do tego,
Żeby urosło znów Heńka ego.
Krzyżacy na usługach PiS
Może zacznijmy tak …
Gdzieś nad Styksem czy też pod wielką bramą, urzędował gość w naszych czasach często zwany cieciem. Jak zwał tak zwał, do jego obowiązków należało weryfikowanie tych co chcieli na drugą stronę bo na ziemskim padole się im licznik przekręcił. Coś jak przy wejściu do klubu. Mięsisty pan bez karku lustruje cię i decyduje czy jesteś godzien wstąpić w progi przybytku rozrywki i nie daj boże (nomen omen) abyś na nogach miał adidasy. Jednak wróćmy do naszej opowiastki. Dla ułatwienia przyjmijmy wersję europejską.
Przed wielką złota bramą stanął papież. Zeszło się chłopu na ziemskim padole i do bram szefa zastukał. Święty Piotr (chłop musi się przebierać w zależności od tego kto zastuka) z długa siwą brodą, grzmiącym głosem zapytał:
- Ktoś ty synu jest i czego chcesz?
- Jestem papieżem, namiestnikiem Boga na Ziemi.
Święty Piotr poczochrał długą, sztuczną brodę lekko skonsternowany. Nie za bardzo wiedząc co zrobić, kazał poczekać petentowi i udał się do szefa.
- Szefie. Przed bramą stoi jakiś gość i twierdzi, że jest Twoim namiestnikiem na Ziemi. Co ja mam z nim zrobić?
Szef spojrzał na swego odźwiernego i drapiąc się po łysinie rzekł:
- Hmmm, o namiestnikach nic nie wiem ale ja na Ziemi to byłem dawno temu, może Młody coś wie, znaczy się syn. Trzeba go zawołać i spytać.
Po chwili do biura wpadł długowłosy młodzieniec koło trzydziestki.
- Cze, ojciec. Co tam znowu?
- Synu. Przed bramą stoi jakiś gość i twierdzi, że jest moim namiestnikiem na Ziemi. Wiesz coś o tym?
- Powiem szczerze że nie kojarzę ale zaraz sam pójdę i sprawdzę o co chodzi.
Po jakimś czasie wraca syn rechocząc aż łzy do oczu mu napłynęły.
- I co synu? Wiesz już o co chodzi?
- Ojcze poczekaj. – Rzucił Syn ocierając łzy wierzchem dłoni. – Pamiętacie jak dwa tysiące lat temu założyłem pierwsze kółko wędkarskie na Ziemi?
- No dawno było ale coś kojarzę. – Odparł zniecierpliwiony szef.
- Nie uwierzycie – na bezdechu zaczął tłumaczyć syn – oni nadal to ciągną i rozkręcili to na wszystkie kontynenty.
I to by było na tyle jeśli chodzi o opowiastki. Teraz może popatrzmy z tej perspektywy na ekstremistów pod pałacem prezydenckim. Ludzi, którzy tak mocno uwierzyli w ekstrema i odrzucili logiczne myślenie, że dla idei są skłonni nawet stracić życie czy zdrowie. Nawet księża już dla nich nic nie znaczą. Oni wierzą w swoje ekstremalne idee. Nie istnieje już logiczne myślenie, nie istnieje nawet wiara, miłość bliźniego, przebaczenie. Nic nie istnieje dla tych ludzi. Liczy się tylko idea fix, którą podsycają politycy PiS bo jest to woda na ich młyn. Jest mi szkoda tych ludzi pod krzyżem. Dają się wykorzystywać w politycznej rozgrywce partii politycznej jak bezrozumne narzędzie. PiS coraz bardziej zaczyna przypominać LPR i Samoobronę. Populizm i wykorzystywanie każdej okazji aby zaistnieć lub namieszać.
Eko-protest czyli jak sobie narobić w buty
Jakiś czas temu moją skrzynkę mailową zalała fala wezbraniowa, spowodowana głupotą i nieodpowiedzialnością firmy BP. Moi bliżsi i dalsi znajomi namawiali do bojkoty stacji benzynowych rzeczonej firmy. Tak się złożyło, że często korzystam z tych stacji bo paliwo mają całkiem dobre. Coś mnie jednak tknęło. Bo jeśli logicznie pomyśleć to ile takich platform wiertniczych różnych firm jest na świecie? W samej zatoce meksykańskiej jest ich ponad tysiąc to wszystkich musi być setki tysięcy jak nie miliony. Niech nikt nie myśli, że zamierzam bronić firmy BP bo jest mi ona tak samo bliska jak Statoil, Orlen czy inny naftowy wynalazek. Wracając jednak do moich przemyśleń. Najbardziej zaawansowane urządzenia stworzone przez człowieka i wykorzystywane na szeroka skalę to zapewne są samoloty. Lata tego tałatajstwa bez liku i mimo setek kontroli, przeglądów itp. czasem któryś spadnie. Każde urządzenie sterowane przez człowieka a nawet te nie sterowane a jedynie przez niego zrobione, czasem się psują. Coś, ktoś przeoczy, coś pęknie, ktoś się pomyli itd. Podobnie zapewne jest z platformami wiertniczymi. Ty razem padło na BP więc sprytny ludek ekologów … huzia na BP. Jakoś przez lata nie zauważali, że taki niebezpieczeństwo istnieje. Znam wielu ekologów i wiem, że są wśród nich ludzie, którzy myślą ekologicznie, widzą problemy i starają się je rozwiązać. Niestety ta grupa to jakiś promil całej reszty cwaniaków mieniących się ekologami. Właściwie ich strategia sprowadza się do jednego. Trzeba znaleźć coś co ruszy ludzi, im większy temat tym lepszy, im bardziej zawiły czy egzotyczny tym lepiej. Elektrownia atomowa, połowy wielorybów, obwodnica Augustowa to są tematy w które warto wchodzić. Dalszy ciąg też jest niezmienny od lat. Gdy się znajdzie temat, trzeba go oprotestować, znaleźć frajerów co się do drzewa przywiążą w imię wyniosłych idei. Potem tylko wystarczy ponegocjować i za odpowiednią gotówkę podpisać się pod opinią środowiskową. Nie pisałbym o tym gdybym nie widział tego kilkakrotnie na własne oczy. Przykładowo przy lokalnych inwestycjach organizacje ekologiczne inkasują kilkadziesiąt tysięcy w formie audytów, opinii itp. Dla takich ekologów jest nieistotne czy inwestycja jest dobra dla środowiska i ludzi czy też nie. W imię ochrony ziemi ludzie zrobią wszystko bo to się sprzedaje, to jest na fali.
Nikt do tej pory nie jest w stanie powiedzieć czy klimat się ociepla czy tez nie. Nawet sami ekolodzy przyznali się że popełnili błąd. Co w niczym nie przeszkadzało by wydawać miliardy dolarów na tzw. ochronę klimatu. Ilu ludzi miało by za to co jeść i w co się ubrać. Niech najlepszym przykładem rzeczywistych skutków oddziaływania człowieka na środowisko będzie wybuch wulkanu na Islandii. Ten naturalny komin wrzucił z siebie więcej dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych niż wszystkie samochody świata od chwili powstania rynku motoryzacyjnego.
Kiedyś jeden z ekologów powiedział mi, że dla niego najważniejsze jest niszczenie najbliższego środowiska w którym żyje człowiek bo miejsca na ziemi jest skończona ilość. Więc może zamiast słuchać oszołomów mieniących się ekologami lepiej rozglądnąć się wokół siebie i zacząć choćby od tego aby podnieść papierek z chodnika, nie wylewać zużytego oleju do kanalizacji itd. I pogonić frajerów co próbują na naszych emocjach zrobić interes. BP wydaje olbrzymie pieniądze na usunięcie skutków katastrofy i wydawać będzie jeszcze długo a to będzie najlepszy sposób aby poprawili bezpieczeństwo swoich inwestycji. Krzyki i utyskiwania nawet największych autorytetów kompletnie dla takich korporacji jak BP są nieistotne. Każda firma będzie ekologiczna jeśli będzie się to jej opłacać. Ropa jest krwią gospodarki świata i do czasu aż to się nie zmieni zdarzać się będą takie katastrofy jak ta ostatnia. A ci co chcą bojkotować BP proponuję aby przerzucili się na rower lub coś podobnego. Jak wszyscy tak zrobimy a potem wyłączymy światło, telewizję, przestaniemy używać plastikowych rzeczy, skończymy z lekarstwami, zrezygnujemy z ubrań i obuwia to okaże się, że ropa jest niepotrzebna i padną wszystkie rafinerie. Bo kto powiedział, że jutro nie walnie coś na Morzu Północnym w innej korporacji międzynarodowej. Tylko dajcie mi znać jak zaczniecie tak robić to zaopatrzę się w świeczki, papier listowy i gęsie pióra.
