Tekst książeczki dla dzieci
Dziś z samego rana wieści
W Cyferkowie się rozeszły.
Wieści dobre, daje słowo,
Na bal proszą król z królową.
Każdy szafę już przegląda -
“W co się ubrać by wyglądać
Godnie na okazję taką
I nie wypaść jak ladaco.”
Pan Jedynka pełen krzepy
Poleruje epolety -
Jako żołnierz Jego Mości
Musi błyszczeć pośród gości.
Szczupły, smukły, jak kij szczotki,
Ale za to wielce wiotki,
Spodnie z lampasami wkłada:
Cóż za szyk! Co za parada!
Pani Dwójka – wielka dama,
W garderobie już od rana,
Wciąż przymierza suknie nowe -
“Co ja włożę dziś na głowę?
Kapelusik czy też piórka,
Może kwiatek i peruka?
Szpilki obuć czy trzewiki…
Jestem bliska już paniki!”
Pana Trójki nie ma w domu,
Pani Dwójce poszedł pomóc.
Bal dlań to codzienna sprawa,
Zawsze wkłada złoty krawat.
Co dzień schludny i zadbany,
Wciąż wzdychają za nim damy.
W każdej chwili jest gotowy
Przed królewskie ruszyć głowy.
Czwórka jest od rana chora -
Trzeba wezwać doń doktora.
“Wieczór być dziś muszę zdrowa
A tak boli mnie wciąż głowa.”
Lekarz już ma lek na bule -
“Aspirynę weź, cebulę,
Potem wygrzej się solidnie,
Do wieczora wszystko zniknie.”
Piątka pędzi do fryzjera -
“Ktoś mi włosy sponiewierał!
Niech mi pan je upnie ładnie,
Muszę wypaść dziś powabnie.”
“Droga pani, nic na szybko,
Najpierw mycie moja rybko!
Przytnę grzywkę, warkocz splotę,
Na godzinę mam robotę.”
A pan Szóstka, daje słowo,
Ma dziś wielki problem z sobą,
Nie obejmie się swym pasem,
Tak to bywa już z grubasem.
Ciastka, pączki, tłuste dania,
Co dzień zjadał dwa śniadania,
Teraz w nic już wejść nie może,
“Jejku, jejku co ja włożę!”
Pan Siódemka to maruda,
Wciąż powtarza: “Czy się uda?
Mam ja dziś obawę wielką,
Że zginęło mi puzderko,
W którym trzymam złotą brochę,
A ją włożyć ma ochotę.”
Wciąż swym wielkim nosem kręci,
Uwag służbie też nie szczędzi.
Na poddaszu u Ósemki,
Też od rana słychać jęki -
“Jak tak można, daję słowo,
nie popędzę z mokrą głową,
A tu wieczór już tak blisko,
Czy ja zdążę uprać wszystko?”
Piekli się ósemka srogo,
Tupiąc na swe córki nogą.
Pan Dziewiątka ze spokojem
Pali fajkę na balkonie -
“Ja tam nigdzie się nie spieszę,
Ja ze wszystkim zdążę przecież…”
Co dzień dzieci uczy w szkole
Aby wszystko mieć gotowe.
Posprzątane swe pokoje,
Na wieszakach wszystkie stroje,
“Gdy się o porządek starasz,
Nie przestawiasz rzeczy naraz,
Kiedy goście w odwiedzinach,
Lub gdy bal się rozpoczyna.”
Na przedmieściu też dziś cisza,
Bo o balu nikt nie słyszał,
Waćpan Zero z krągłym licem
Nie wychodził na ulicę,
Lecz już dzwoni ktoś do niego -
“Na bal zbieraj się kolego,
Król nas prosi tuż z wieczora,
Dziś na tańce przyszła pora.”
Wszyscy wybrać się zdążyli
I na balu się stawili.
Ja tam z nimi także byłem,
Doskonale się bawiłem.
Wkrótce resztę wam opowiem
Lecz dopiero gdy się dowiem,
że w pokoju swym sprzątacie,
I na miejscu wszystko macie.