22
grudnia
2012

Takie palce to skarb

Niewielkie obłoczki pary, wydobywające się z ust kilkunastu osób, tworzyły niewielką chmurę nad przystankiem by zaraz zniknąć w mroźnym powietrzu grudnia. Każdy z oczekujących starał się wtulić w niewielką przestrzeń wiaty, uciekając przed podmuchami zimnego wiatru. Gorzki przykląkł, aby poprawić sznurówki nowych, traperskich butów za prawie osiem stów. Jednocześnie dyskretnie lustrował oczekujące osoby. Kilka lat doświadczenia, pozwalało błyskawicznie ocenić potencjał każdego celu. Właśnie zaczynały się żniwa. Okres tuż przed świętami to idealny czas na polowanie. Krzywy i Frajer czekali dwa przystanki dalej. On miał namierzyć i przejąć by błyskawicznie podać fanty Krzywemu. W razie problemu Frajer miał się dać złapać. Był mistrzem świata w udawaniu ostatniej łajzy a jednocześnie jego blond loczki i błazeński uśmiech, już raz wybawiły ich z opałów.
Autobus spóźniał się już ponad 10 minut. Gorzki zdążył zlustrować wszystkich oczekujących i wytypować dwie ofiary. Najbardziej obiecująco wyglądał młoda dziewczyna z rozpiętą torebką, która jeszcze minutę temu rozmawiała przez nowiutkiego iPhona. Gorzki potrzebował kasy. Nie miał ochoty znów spędzać świąt z ojcem i głupkowatym bratem. Obiecał Ance, że na święta i Nowy Rok urwą się do Bukowiny. Zresztą odkąd nie ma matki to święta się nie liczyły. Kiedy po długiej chorobie zmarła dokładnie w wigilię, znienawidził święta i wszystko, co się z tym wiązało. Jego przewodnikami i rodziną stali się Krzywy i Frajer, kumple z ławki przed blokiem. Żyło mu się nieźle. Z regularnych wypadów miał wystarczającą ilość gotówki by nie prosić ojca o kasę na rzeczy, których pragnął. Przez ponad cztery lata, tylko raz wpadli, ale dzięki Frajerowi udało im się ujść bezkarnie.
Z zamyślenia wyrwał go syk otwieranych drzwi autobusu. Niedopalonego peta pstryknął do kosza. Trafił w sam środek z odległości ponad trzech metrów. Kiedyś Krzywy powiedział mu, że takie palce to skarb. Matka tez mu tak mówiła, gdy wygrał pierwszy swój poważny konkurs fortepianowy i chyba miała całkiem coś innego na myśli.
Gorzki, błyskawicznie wszedł w grupkę pasażerów wsiadających do autobusu. Niby przez przypadek starał się znaleźć jak najbliżej dziewczyny z fantem. Niemiłosierny tłok i zapach naftaliny z perfumami uderzył go po nosie. – Dobrze jest. – Pomyślał – Zresztą jak zawsze przed świętami. Bydło myśli tylko o tym, co kupić i tłoczy się, nie zwracając uwagi na swoje rzeczy.
Strategiczna pozycja, bokiem do okna, by było blisko do torebki. Dziewczyna znów wyciągnęła telefon i wykręciła numer z pamięci.
Cholera – pomyślał – jak zacznie gadać, to nici z roboty.
- Witaj mamo, jak się czujesz ? – usłyszał tuż przy swoim uchu, rozmowę dziewczyny. Miała może z piętnaście lat i czuł zapach jej rudych włosów.
- Właśnie jadę – znów odezwała się dziewczyna, miała cichy dźwięczny głos – Może cię jednak wypiszą na święta. I przestań opowiadać, że to ostatnie twoje święta. Nie chce tego słyszeć. Porozmawiamy za chwilę … tak, wiem co mówią lekarze, ale ciocia chorowała dwadzieścia lat temu a od tego czasu wiele się zmieniło. – Dziewczyna ciężko westchnęła i dodała – Niedługo będę, tylko nie płacz.
Telefon wylądował znów w otwartej torebce. Autobus właśnie zatrzymał się na przystanku i wśród wsiadających Gorzki zauważył Krzywego i Frajera. Lekkim skinieniem głowy, dał im znak, że jest gotowy i ma namierzoną pozycję. Manewr miał być prosty. Oni idą w jedną stronę a on w drugą przeciska się do drzwi. Wyjmuje fanty i w chwili minięcia Krzywego, przekazuje. Frajer zostaje przy dziewczynie, jako ewentualny winny. Najważniejsze było zgranie w czasie. Cały „taniec” musiał się odbyć tuż przed kolejnym przystankiem.
Krzywy, mając ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu, ocenił sytuację. Miał do przejścia maksymalnie trzy może cztery metry, co w tym tłoku nie było łatwe, ale do wykonania. Autobus zaczął zwalniać przed kolejnym przystankiem. Krzywy ruszył z dość dużym impetem, który mógł świadczyć, że chce wysiąść i przypomniał sobie o tym w ostatniej chwili. W chwili minięcia Gorzkiego, poczuł niewielki ciężar w kieszeni kurtki. Gorzki przekazał fanty. Wysiadając zauważył jeszcze jak Frajer przystaje obok dziewczyny. Gorzki wysiadł drugimi drzwiami.
Po chwili spotkali się w pobliskiej bramie. Krzywy sięgnął do kieszeni. Gdy zobaczył telefon, zdoła tylko wydusić z siebie trzy słowa.
- Gorzki, ciebie pojebało …
Krzywy wpatrywał się w aparat całkowicie oniemiały. Dopiero po chwili ze zdziwioną miną zaczął mówić.
- Gorzki, przecież to twój telefon.
- Bierz go i spadaj. Nie lubię być niesłowny. Miałem dostarczyć fant to go masz. I nie pytaj, dlaczego? I tak tego nie zrozumiesz.
Obrócił się na pięcie i odszedł, słysząc krzyczącego Krzywego.
- Gorzki. Ty powalony pedale.  Po tylu latach mi to robisz? …
Gorzki nie słuchał. Chciał odejść. Wiedział, że nie będzie łatwo, ale przecież takie place to skarb …

  
Data aktualizacji: 2012-12-22, Data wpisu: 2012-12-22   Kategorie: | Opowiadania |
   Klucze: | świata | życie | wigilia | opowiadanie |

 

Parę słów o mnie   

Urodziłem się więc jestem ….

Rocznik 69, znaczy dobry. Jestem spod bliźniąt i to powoduje, że interesuje mnie wszystko i w niczym nie jestem mistrzem. Urodziłem się w małym osiedlu Pustków na Podkarpaciu. Potem był Rzeszów, Lublin, znów Rzeszów a teraz Warszawa – miasto ludzi szalonych i pędzących (żeby wiedział dokąd? ).

Uwielbiam tworzyć, nie jest ważne co … ważne by tworzyć … jednak z uwagi na fakt, że jestem z natury niecierpliwy, często porzucam projekty w powijakach gdy pojawi się większy problem a zwykle z powodu pojawienia się nowego projektu ;-)

No może nie jest aż tak źle … udało mi się doprowadzić niektóre rzeczy do końca.

Reszta mojej duszy na pozostałych podstronach …  ;-)

Kontakt   

Jeśli masz jakiekolwiek pytania, propozycje, uwagi … i inne takie tego tam … Napisz lub kliknij.

email: rwegrzyn(at)gmail.com, gg: 5036395 - rzadko bywam, skype: sim-69, tel: 506 155 001