Urodziłem się i wychowałem na Podkarpaciu. Te miejsca dalej pachną dla mnie dzieciństwem i beztroską.
Archwium dla luty, 2010
PGR Karpa – historia najnowsza
Jadąc do Sztynorktu, skróciłem sobie drogę poprzez mazurskie wsie i miasteczka. Niedaleko Rucianego, mym oczom ukazał się widok jak po wybuchu bomy, powojenny krajobraz po bitwie komuny z dniem dzisiejszym.
GRAND Flash Album Gallery
Skins for GRAND FlAGallery, Photo Galleries, Video Galleries
developed by CodEasily.com - WordPress Flash Templates, WordPress Themes and WordPress plugins
The Flash Player and a browser with Javascript support are needed.A. Nioł
Mój anioł niemało był solidny,
Nie z jakiejś lipy czy też gliny,
Słuchał bez końca
Był cierpliwy
Wybaczał bez końca
Był naiwny.
Gdy siadłem wieczór
By spojrzeć na ranek
By porachować dnia poczynania
On uciekł cicho gdzieś na ganek
Oczy rękoma wciąż zasłaniał
Z wyrzutem jęknął gdzieś na przyzbie
Nie mówiąc więcej ani słowa
Nie komentował, nie wyganiał
niczego naprawiać nie próbował
Ślady
Sama zauważyłaś że wszystko jest dwuznaczne
Rozpęka się i drga niepewnie
Śmiałaś się gdy zacierałem ślady chodząc w kółko
Budując fundament solidny jak bebechy cyklopa
Co jakiś czas podawałaś mi rękę
Zapraszając na stały ląd
Sama chciałaś bym przestał kluczyć
Wspinać się po drabinach kolejnych ułud
Teraz znów tonę w Twoich łzach
Które zacierają moje ślady
Płytkie wgłębienia na piaszczystym brzegu przeznaczenia
Dobrydzień
Jazgot zbliżających się myśliwców wwiercał się w mój mózg aż po sam hipokamp. Odruchowo padłem na ziemię i w tym momencie zobaczyłem biały sufit i zielone ściany. Warkot myśliwców zmienił nieco tonację i właśnie uświadomiłem sobie, że to cholerna kosiarka do trawy za oknem. Z uwagi, że nadal pomieszkuję na parterze, moja sypialnia znajdowała się zaledwie kilka metrów od diabelskiej maszyny żarłocznie pożerającej przyblokową zieleń. Spojrzałem na komórkę – cholera, jaki idiota kosi trawę o 6:30 rano.
Takie życie – pomyślałem i ruszyłem w kierunku łazienki.
Jasna cholera – aż syknąłem z bólu – byłem przekonany, że wyjąłem szkło które wczoraj rano wbiłem sobie w nogę. Zgrzytając zębami usiadłem na wannie i rozpocząłem operację. Wredny kawałeczek był wielce mały za to ciął jak turecki pałasz. Za pomocą pincety i dużej ilości samozaparcia wyjąłem świństwo z nogi. Okolice wanny zaczęły przypominać rzeźnię. Uff, już po bólu. Wstałem by odłożyć moje prowizoryczne narzędzia chirurgiczne gdy poczułem utratę kontaktu z podłożem a przed oczami z nagła pojawił się sufit. Leżąc na mokrych kafelkach dotarło do mnie, że pośliznąłem się na wodzie i krwi skapujących z moje rannej nogi.
Zakląłem szpetnie i dokończyłem poranne ablucje. Czasem bywają gorsze dni – pomyślałem susząc włosy moją miniaturową suszarką – poprzednia zakończyła żywot po 6 latach ciężkiej służby – gdy nagle poczułem swąd palonego ciała i ogień w wylocie suszarki. Moje wyleniałe pióra o długości nieco większej niże pasowałoby posiadać w moim wieku, wkręciły się w tył suszarki. Z miną spłoszonego łosia, gapiłem się na idiotę spoglądającego z lustra z przyczepioną w dziwny sposób suszarką do głowy. Uważając by nie pozbyć się resztek grzywy, spokojnie i bez nerwów uwolniłem się z elektrycznego włosożercy.
Podążając w kierunku kuchni, mimowolnie spojrzałem na kalendarz. Nie, nie, nie! Krzyknąłem w duchu. Dwunasty, czwartek. Musicie wiedzieć, że nigdy dla mnie nie był pechowy trzynasty, piątek a zawsze dzień wcześniej. Podwoiłem czujność. Z pewną rezerwą wziąłem w dłoń nóż do chleba.
Zakończywszy robienie kanapek odetchnąłem z ulgą – miałem wszystkie palce i żadnego dodatkowego otworu w organizmie. Zabrałem się za robienie jajecznicy. Jak myślicie które jajko było zepsute? Kto powiedział trzecie wygrywa lutownicę.
Siedzę teraz nad bułką z serwem, bo jedno jajo zrobiło swoje i jajecznica się nie nadawała do konsumpcji. Przez myśl przeszło mi by nie wychodzić z domu, choć z drugiej strony widziałem w jakiejś reklamie że osiem na dziesięć wypadków zdarza się w domu.
Z pewnym niepokojem popatrzyłem na pękające od 2 lat ściany mojego mieszkania.
